Taking Chance
Posted by Olasz77 in filmy, inna perspektywa, to co ładne
"Taking Chance" - drugie słowo pisane jest wielką literą nie tylko dlatego, że to tytuł. Chance to imię starszego szeregowego, którego pułkownik Mike Strobl (Kevin Bacon) zabiera do domu. Nie po raz pierwszy jestem wdzięczna, że nikt nie silił się na tłumaczenie na polski tytułu filmu, rzadko kiedy jest to dobrze zrobione. Takie podwójne znaczenie ma głębokie znaczenie [taking a chance - ryzykując, podejmując ryzyko].
Jakoś się robię podatna na pocenie w okolicach oczu. Siadałam do tego filmu z nastawieniem "kolejny amerykancki wyciskacz łez", prawie miałam rację, pomyliłam się co do tego "kolejny". Łapie za gardło i ściska aż momentami łzy z oczu lecą, kłania się w pas ten polski kompleks Janka z "Czterech Pancernych" i wszystkich powstań, cokolwiek historycy sądzą o ich sensowności. Szacunek do tzw. "munduru" w Polakach jest, i mam nadzieję, że zostanie na długo, w końcu to jedna z tych rzeczy, która stanowi o narodowości.
No dobrze, może i ktoś płacąc za ten film myślał o propagandzie, ale nikt nie zaprzeczy, że czytać jego przesłanie każdy może tak jak mu pasuje, i ten co jest za, i ten co przeciw wszystkim "pokojowym" akcjom. Film oparty na faktach, więc mam wielką nadzieję, że rodzinie Chance'a Phelps (tylko 19 lat...) choć trochę pomógł.
Nie podobał mi się Kevin Bacon w większości filmów, od czasów Footloose, ale ryczałam jak bóbr kiedy łamiącym się głosem, ze ściśniętym gardłem, opowiadał rodzinie Chance'a kto i jak po drodze oddawał honory jego zwłokom.
Mam tylko nadzieję, że choć z odrobiną takiego szacunku traktowani są polscy żołnierze, którzy w trumnach wracają do kraju.
Trailer filmu:
Fragment programu telewizyjnego z prawdziwym pułkownikiem M. Strobl:
Fragment filmu: