Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ręce opadają. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ręce opadają. Pokaż wszystkie posty

Przeprowadzkowe opowieści  

Posted by Olasz77 in , , ,

Chyba się należy taki post, bo moja przeprowadzka do Polski, to prawie epopeja. Jakoś nie mogę się przestać uśmiechać, jak pomyślę :)

Końcówką czarnej serii psucia się wszystkiego wkoło mnie była pierwsza próba przeprowadzki do Polski. Zapakowałam wszystkie manele zgromadzone niezauważalnie od 2005 r. do Feli, dopompowałam koła, bo trzeba było, dokupiłam jeszcze rzeczy, których mi w Polsce będzie brakować (wędzona papryka w proszku, suszone drożdże, proszek do pieczenia i soda w dużych opakowaniach etc.). Ściągnełam dodatkowego kierowcę i co? I po ujechaniu 30 mil poszedł silnik. Holowanie do punktu A, stracone rezerwacje... Daruję Wam opis perypetii związanych z próbami naprawienia Feli za morzem - szkoda nerwów, moich głównie ;)

Chwilę to zajęło, ale z pomocą Kury, mojej ulubionej kuzynki, i kilku dobrych dusz, znalazła się firma transportowa, która za uczciwe pieniądze zgodziła się zabrać mnie, manele i Felę do domu. Któregoś pięknego wieczoru przyjechał tirem Mariusz, wtedy jeszcze Pan Mariusz, zapakowaliśmy Felę i manele na przyczepę, obejrzeliśmy walkę Gołoty na Youtube, zjedliśmy kolację, napili się piwa, wyplumkali i do spania. Wczesnym rankiem pożegnałam się z moimi chłopakami, zapakowałam się do tira i w drogę. Okazało się, że będę jechać do Calais z Mariuszem, a potem z Jarkiem, bo Mariusz jeszcze w Belgii skręca zabrać dodatkowy ładunek.

Jeszcze przed obwodnicą Londynu przeszliśmy na "Ty". Usłyszałam całą historię tego jak Panowie kierowcy się kłócili, który będzie "tę jakąś babę" zabierał do swojej kabiny, bo jak się okazuje to nie takie chop-siup, z przepisowymi postojami i przerwami wyszły 3 niecałe dni i dwie noce. Z obcym facetem w jednej kabinie!

Jeszcze przed Dover zajrzeliśmy do Sandwich, zabrać czyjś samochód, wspominam tylko dlatego, że mieli tam świetny wózek widłowy - pierwszy schodek do kabiny był na wysokości mojego pasa, a z ziemi nie byłam w stanie zajrzeć do kabiny, ale to mały Pan Pikuś, bo ten wózek był łamany między osiami! No co? Mam słabość do wózków widłowych :)

Potwór ze mnie wyszedł w czasie czekania na załadunek na prom, bo za zgodą Mariusza, przez CB radio, bezczelnie darłam łacha z Jarka - "postrasz młodego, niech nie myśli, że mu tak dobrze będzie". Jarek był ciężko przerażony wizją spędzenia ze mną kolejnych dwóch dni, sam mi potwm opowiadał :)

Przeprawialiśmy się tzw. "Pociągiem", promem na który ładuje praktycznie same ciężarówki, odmiana o tyle miła, że jeśli w recepcji odda się kluczyki od samochodu, to w zamian dostaje się klucze do kabiny prysznicowej, a że to były klucze od Feli, to już się nie liczy :) Automat z kawą itp. z urzędu, bezpłatnie, chyba tylko do jedzenia trzeba było dopłacić jakieś symboliczne grosze, ale pewności nie mam, nie jadłam.

Przesiadka do Jarka i pędzimy dalej. Jedno wiem, jeśli bym kiedyś miała do wyboru jechać tirem 3 dni, albo osobówką "zrobić" tą samą trasę w 24 godziny samochodem osobowym, to wybieram tira!

Pierwszy nocleg, koło Gent, był rozrywkowy - spotkaliśmy jeszcze jednego kierowcę z tej samej firmy, akurat jechał w drugą stronę i integracja trwała do wczesnych godzin porannych ;) Było o wszystkim, od polityki, przez religie (liczba mnoga), wierność małżeńską, unikanie odpowiedzialności, aż po tacha i webasto. Kabina stosunkowo nowego Man'a jest wygodna, pojemna, ma milion schowków na wszystko, gotować można, ale nie musiałam, miałam ludzi od tego ;) Tu ktoś mi przez ramię zagląda, wieć dopiszę, żeby nie było - wszyscy trzej panowie to prawdziwi dżentelmeni!

Dostałam kawę do łóżka! Co ja piszę?! Dostawałam kawę do łóżka, dbano o mnie, co jest bardzo miłą odmianą, karmiono i zagadywano. No dobrze, mnie też paszcza się nie zamykała ;) Może ujmę to tak - dużo rozmawialiśmy, a i milczało się przyjemnie, Anglicy mają takie ładne na to określenie "companionable silence".

Do domu dojechałam cała i zdrowa, wbrew obawom mojej mamy. Po drodze kupiłam dwie butelki wina, bo zawsze je przywoże koledze Tott'owi, zgubiłam gdzieś matę silikonową i wszystkie teflonowe, no ale zakwas chlebowy bezpiecznie dojechał w lodówce Mariusza :) Wino nie dojechało, jedno wypluło korek, bo zostawiłam je, głupia, koło ogrzewania, drugie zgubiłam - też nie mam pojęcia jak, ale dla osoby, która kiedyś pół roku żyła w przekonaniu, że zgubiła pralkę "Franię", to pestka :)

Jestem w domu (to bardzo pojemne określenie), zyskałam dwóch dobrych kolegów, z którymi ciągle utrzymuję kontakt, a Felę niedługo mi naprawią, za ułamek tego co "tam" chcieli ze mnie zedrzeć.

Pojemne określenie "jestem w domu" obejmuje m.in, w niezobowiązującej kolejności:
- w zasięgu ręki mam prawdziwych przyjaciół, na których mogę liczyć bez względu na wszystko;
- prawdziwych przyjaciół, którzy wiedzą, że mogą na mnie też liczyć, choćby nie wiadomo co;
- siostrę, szwagra i siostrzenicę najwspanialszą na świecie, która codziennie zadziwia mnie czymś nowym;
- źródło mąki chlebowej - oswojone;
- piekarnik do pieczenia chlebów i obietnicę, że będę miała piec chlebowy postawiony jak się tylko ciepło zrobi (to Tott, beton na wylanie podstawy już załatwiony);
- wreszcie znów czuję się potrzebna - nie wiem dlaczego, ale jest mi to potrzebne do szczęścia;
- mam wizję miejsca na te tony książek, do których wróciłam i które przywiozłam (odpowiednie materiały czekają u Tott'a w garażu);
- pana Wiesia w warzywniaku, który mi przywiezie "wszystko co tylko będę chciała";
- cdn.

Czy macie pojęcie jak dobrze robi na samopoczucie głupia taka sprawa jak wieszak na klucze? Postanowiłam, że jest mi takowy niezbędny i że "jutro" to zbyt późno. Przeszłam na drugą stronę ulicy, wyłudziłam od panów budowlańców pół metra deski, kolega Jcek przywiózł mi tacker, obiliśmy deskę ładnym materiałem, 3 minuty to nie trwało, przywiózł też odpowiadnio zakrzywione gwoździe. Okazało się, że szwagier wytaszczył z domu "na budowę" wszystkie narzędzia, w tym i młotek, wykonałam więc telefon dokładnie takowej treści:

- Tott, masz młotek?
- No mam, na Rzeźniczej jestem.
- To idę.
- To chodź.

No i poszłam. Zamiast młotka dostałam haczyki odpowiednie, wiertarkę, żeby sobie nawiercić otworki w desce i tym prostym sposobem życie stało się piękniejsze. Jestem w domu.

UOKiK ukarał Zbyszko  

Posted by Olasz77 in , ,

Tego jeszcze nie grali. Kogo, na litość boską, chroni, a kogo POWINIEN chronić Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów?!

Słyszeliście o decyzji Urzędy Ochrony Konkurencji i Konsumenta w sprawie "Zbyszko" (link do strony producenta: Zbyszko Company)? Wiecie, że podaję tylko linki do producentów, których szanuję za to co produkują? To dobrze.

Może na początek proszę obejrzeć tę reklamę, a potem reszta opowieści.

 

I jak? Co sądzicie o reklamie? Coś się w oczy rzuca? Przepiękna kobieta, to oczywiste, a na drugi rzut oka? Wreszcie coś POTRZEBNEGO na rynku, napoje bez konserwantów! Wreszcie producenci zaczynają nie tylko dostrzegać potrzeby rynku, ale i kreować świadomość konsumentów! Mamo, jak ja na to czekałam!

I co się dzieje potem? Potem Polskie Stowarzyszenie Wytwórców Produktów Markowych ProMarka zaskarżyło reklamę, a co za tym idzie, również producenta, firmę Zbyszko Company, bo ponoć reklama "dyskredytuje to innych producentów napojów".

Żadnej dyskredytacji tam nie widzę, widzę tylko fakty - Zbyszko nie dodaje konserwantów, a inni dodają. Proste i jasne. I słuszne! Produkują coś dobrego i mają prawo się tym chwalić. Podkreślają, że inni producenci konserwanty dodają, a mogli by tego nie robić.

"Stwierdzenie będziemy wszyscy świecić miało kojarzyć się z promieniowaniem radioaktywnym i wywoływać strach wśród konsumentów."

I słusznie! Bo będziemy świecić jeśli nie będziemy stawać murem za produktami dla nas zdrowszymi. Staję murem za Zbyszko, mam nadzieję, że Wy też.

Komisja Etyki Reklamy zażądała usunięcia ze spotu fragmentu, w którym aktorka czyta listę składników na butelce "konkurencyjnej" wody mineralnej. Jakiej "konkurencyjnej", przecież żadnej konkurencyjnej nazwy nie podano! Dlaczego mogą reklamy mówić o "innym proszku" a o innej wodzie nie można?!

Zacytuję kawałek artykułu na temat całej tej żenującej sprawy...

Jednak (...) do dyskusji w tej sprawie dołączył UOKiK, który zajmował się reklamówką na wniosek Polskiej Federacji Producentów Żywności oraz Krajowej Izby Gospodarczej Przemysł Rozlewniczy. Urząd uznał, że wprowadzała ona konsumentów w błąd, bo zgodnie z prawem producenci mogą dodawać do swoich napojów wymienione w reklamie konserwanty. Oparł się na opiniach w Instytucie Żywności i Żywienia oraz Głównym Inspektoracie Sanitarnym na temat szkodliwości konserwantów. Według tych instytucji stosowanie benzoesanu sodu sorbinianu potasu nie powinno być szkodliwe dla zdrowia konsumentów. Zdaniem Małgorzaty Krasnodębskiej-Tomkiel, prezes UOKiK reklama zawierała sugestię, że wszystkie wody smakowe - z wyjątkiem Veroni Mineral Fit - są szkodliwe. Mogło to też wywołać lęk wśród konsumentów, co jest sprzeczne z Ustawą o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. "Postać aktorki otaczała łuna świetlna, a butelka z napojem zawierającym konserwanty została wyrzucona do kosza na śmieci" - czytamy w komunikacie UOKiK.

Konserwanty można, ale NIE TRZEBA, dodawać do produktów spożywczych.

"Benzoesan sodu działa drażniąco na śluzówkę żołądka, dlatego spożycie zawierających go produktów może u osób nadwrażliwych (np. chorych na chorobę wrzodową) powodować dolegliwości bólowe. W połączeniu z witaminą C (E300) może przekształcić się w rakotwórczy benzen, co ma znaczenie szczególnie w przypadku napojów gazowanych, w których stosuje się jednocześnie obie te substancje. Temperatura i naświetlenie to czynniki przyspieszające formowanie się benzenu."

Za co ukarano więc firmę Zbyszko? Jak na mój gust to za to, że chcą mnie przed rakiem obronić, że pokoazują konsumentom, że produkowanie zdrowszego produkto JEST MOŻLIWE. A skoro jest możliwe, to istnieje ryzyko, że konsumenci zaczną wymagać! Komuś zmaleją zyski...

Wstydzę się za takie decyzje urzędu sponsorowanego, jak by nie patrzeć, przez każdego Polaka, wstydzę się tak samo, jak głupio mi za każdy przypadek innej dyskryminacji zdarzający się w Polsce.

"Poprawiona" wersja spotu reklamowego wyglada tak

ALE

zapraszam jeszcze na strone Zbyszko (http://www.zbyszko.com.pl/) przywita Was któtki film reklamowy o tym, że gdybyśmy mieli wybór, to nie dodawalibyśmy konserwantów.

MAM WYBÓR, uprzejmie donoszę, że już w przyszłym tygodniu zacznę kupować produkty Zbyszko i TO NIE JEST POST SPONSOROWANY.

Magiczna różdżka  

Posted by Olasz77 in ,

 

IMG_4477 Kto przynajmniej raz nie marzył o różdżce rodem z bajek? Jako dziecko chyba każdy, a i paru dorosłych czasem pewnie też. Zgrabny, wprawny ruch nadgarstka i rzeczywistość nagina się do woli, naszej woli. Za każdym razem, tak długo jak długo baterie sprawne...

Jakie baterie?!
To te w środku...

Okazuje się, że kolejny raz technologiczny pęd podejmuje próbę spełnienia moich marzeń. Pewnie przyjdzie mi jeszcze poczekać, i nie doczekać, na "pokój na świecie", "bez przemocy", "każdy ma wodę i jedzenie", ale to jedno mogę zweryfikować teraz.

Różdżka naginająca rzeczywistość do woli jest, istnieje, można pomacać, jak się kupi oczywiście. Wygląda całkiem  ładnie, strona sprzedawcy wygląda odpowiednio. Cena mi się podoba średnio, ale w końcu co tam, kupować nie zamierzam :)

Brawa dla pomysłodawcy, bo oryginalny to pomysł - różdżka sterująca naszym odbiornikiem telewizyjnym. Można różnie o tym mówić, ale jedno jest (prawie) pewne - tego jeszcze nie było!

Pewnie dla dzieci to super frajda, jak komuś zależy na takim rodzaju spędzania czasu przez dzieci. Może nawet niejeden dorosły się chwilę pobawi?

"(...) pozwoli Ci zaimponować przyjaciołom i rodzinie (...)"

Może ja ich powinnam pozwać? Jakoś obraża mnie, moich przyjaciół i rodzinę (choć nie całą...) insynuacja, że jakoby miał im imponować PILOT DO TV, jak by nie wyglądał, to jednak tylko pilot jest ;)

Ha! Mam, nie pomyliłam się, w USA by takiego błędu nie popełnili - znaczy się mam rację, firma z UK. I znów nie wiem, czy się cieszyć, czy martwić, że jeszcze do nas nie dotarła paranoja pozywania każdego za wszystko. Może niektórzy by myśleli jak leczą, gdyby mieli jakiś przysłowiowy bat nad głową?

Już dyskryminacja, czy jeszcze nie?  

Posted by Olasz77 in , ,

Przypadkiem, po linkach, trafiłam na stronę producenta przecierów owocowych Pulp. Przeciery, jak przeciery, coś co można dodać do jakiegoś dania, albo nakarmić nimi dziecko, które jeszcze samo nie pogryzie, ale zastanowiło mnie wyskakujące okienko, które zatrzymało mnie nim mogłam cokolwiek przeczytać. Treść właściwie...

Dwa znaczki, używane do oznaczenia różnych płci. "How do you like your info?". Jak preferuję infomację mieć podaną? Niby jak mogę preferować? Zwyczajnie, podajcie mi infomację czytelnie i rzetelnie.

Po najechaniu na nie myszką odpowiednio pokazuje się infomacja:

Dla pań - "I like it all..." - chcę pełną, kto by chciał pół, albo ćwierć?
Dla panów - "I take it like a man..." - czyli że niby co? Nie będę płakać jak przeczytam?

Oczywiście, że sprawdziłam obie opcje! Dla przykładu wybrałam przecier jabłkowy.

"72% jabłek. Jabłko raz dziennie trzyma z dala od lekarzy". [To już warte zachodu, nie lubię chodzić do lekarza, co by mi nie było, to zawsze znajdzie coś innego i w efekcie czuję się jeszcze bardziej chora niż byłam.] "...ważniejsze, że jest ono dobrym źródłem witaminy A, która jest dobra dla Twoich włosów, skóry i paznokci" Tylko by spróbowała nie być!
"22% truskawek. Truskawki, symbol namiętności, okazały się na czele listy ulubionych owoców naszych przyjaciół. Bogate w witaminę C, wspomagają Twoj układ odpornościowy i sprawiają, że Twoja skóra wygląda wspaniale".
"6% jagód. Najlepsze super-jedzenie. Pełne antyoksydantów zwalczających wolne rodniki, główne źródło zmarszczek, skóra zachowuje więc dłużej młodość. Pomagają też w produkowaniu kolagenu, utrymującego jędrność skóry."
Tylko ileś tam kalorii, ileś tłuszczy, błonnika i pokrywa ileś % dziennego zapotrzebowania na witaminę C.

Druga informacja, dla przedstawicieli drugiej płci, to wykres tortowy na górze, z informacją: jabłka 72%, truskawki 22%, jagody 6%, tłuszcze 0,2 g [czy to na 100g czy na porcję nie napisano].
Jest jeszcze graf mający pokazywać ile dziennego zapotrzebowania na witaminę C przecier pokrywa.

Pokusi sie ktoś o zgadnięcie, który opis firma Pulp (TM) przygotowała dla kogo? Który z opisów produktu jest dla Was bardziej przydatny, albo może bardziej udany, bo dla mnie np. pierwszy jest mało konkretny, a drugi niby-konkretny.

Prawie zapomniałam o informacji u góry ekranu:

"We have done all the peeling, chopping and blending, so you can eat your favourite fruits the easy way without any mess and hassle." - i życie staje się prostsze, kiedy tak wspaniałomyślnie wszyscy wszystko za nas robią! Jak straszny żywot prowadzili nasi przodkowie, którzy musieli SAMI obierać owoce! Chociaż z drugiej strony nie musieli chodzić na siłownię, gdzie ich prywatny instruktor fitnes za grubą kasę opracowywałby dla nich co rusz nowy zestaw ćwiczeń zapobiegający zanikowi mięśni szczęki ;) Właśnie podjęłam trochę spóźnione postanowienie noworoczne - tak długo, jak długo będę miała zęby, to będę sama gryzła swoje pożywienie, jak już nie będę miała zębów, to będę się starać choć gołymi dziąsłami pociumkać choćby skórkę od chleba ;)

Pozostaje jeszcze kwestia strawienia takiego przecieru z Pulpy... Przecież proces trawienia rozpoczyna się już w jamie ustnej, podczas gdy gryziemy pożywienie. Nie gryziemy, nie trawimy jak natura chciała?

Wiem, czepiam się jak rzep, ale saaami się proszą. W jednej linijce twierdzą, że "our Pulps are packed full with 100% fruit" (nasz przeciery Pulp są napakowane 100% owoców). Czyli że co? Że niby skórki które za nas obrali to się nie liczą? I dlaczego nie?! Mój dziadek mawiał, że jeśli zjem obrane jabłko, to tak jakbym go wcale nie zjadła, a dziadek wiedział co robi.

Jeszcze mnie dziwi...  

Posted by Olasz77 in ,

...a zaczynałam podejrzewać, że o to coraz trudniej.

Czytaliście artykuł "Gazety Wyborczej" pt. "szczepionka na HIV wreszcie działa"?Polecam gorąco, można się z niego dowiedzieć na przykład, że "Program był wspólnym przedsięwzięciem ministerstwa zdrowia Tajlandii i armii amerykańskiej. Jego realizację rozpoczęto w 2003 roku, a udział w nim wzięło 16 tys. zdrowych mężczyzn i kobiet w wieku 18-30 lat". Owa szczepionka, nosi nazwę RV144, dodam dla formalności.

Może ja się za dużo książek naczytałam za młodu, ale wychodzi mi na to, że USA w biały dzień, za pozowlneniem zainteresowanego rządu testowało sobie EKSPERYMENTALNy preparat na 16 tys. zdrowych(!) mężczyzn w wieku rozrodczym. I NIKOGO TO NIE BULWERSUJE, tylko mnie? Dlaczego nie testowali na swoich obywatelach?! Dlaczego armia się tym zajmuje a nie np. naukowcy cywilni?!

"W skład RV144 wchodzą dwie szczepionki - ALVAC i AIDSVAX. Co ciekawe, obydwie były już testowane w minionych latach i obie zawiodły. Teraz naukowcy postanowili zagrać va banque i połączyć oba preparaty" - przeczytałam jeszcze we wspomnianym artykule. Włos nie jeży na głowie! Czy tylko mnie sie to wydaje być ryzykowaniem cudzym kosztem?!

Dodam jeszcze jeden fragmen i nawet komentarz sobie daruję - ręce opadają na kolana i przestająsięgać do klawiatury.

"Po trzecie, badacze nie są do końca pewni, jaki jest dokładny mechanizm ochronnego działania nowego preparatu. Okazało się bowiem, że liczba wirusów we krwi zakażonych osób - zarówno tych, które dostały prawdziwą szczepionkę, jak i tych, które otrzymały placebo - jest taka sama. - Rzeczywiście, wzbudziło to naszą konsternację, chyba największą w trakcie całych badań - przyznaje pułkownik Kim. - Chodzi o to, że każda szczepionka, nawet zapewniająca tylko częściową ochronę przed zakażeniem, powinna sprawić, że we krwi osoby, która dostała preparat, liczba wirusów będzie znacząco mniejsza - mówi."

Portal Onet.eu korektorów pilnie zatrudni...  

Posted by Olasz77 in

...a przynajmniej powinien.
Już dawno zauważyłam, że autorom dużej części wiadomości pojawiających się na stronach Onet.eu przydałaby się powtórka z "rozrywki", może kilka dyktand i słowników (proponuję PWN nieinternetowy hehe) oraz jakiś system motywacyjny, ale jestem w stanie im błędy wybaczyć. Serio. W końcu każdemu się zdarza, czasem niewinna literówka, a czasem ortograf, aż zęby bolą. Mnie najczęściej, i od lat, sprawia kłopot "świeży" :) Kiedyś miałam podobny problem z "rzadko", ale pewien Daniel, który wiedział o czym mówi, wytłumaczył idiotce (mnie), że to przecież od "riedko" to "rzadko" :)
Czego nie jestem w stanie wybaczyć, to nieodpowiedzialność i niesolidność, która wg mnie nie przystoi mediom. Nie mam pojęcia, czy ktokolwiek w Onecie dostaje pieniądze za korekty, jeśli tak, to nie powinien, bo nie wykonuje swojej pracy dobrze, jeśli nie, to powinni komuś zapłacić.
Wzrokowcom, czyli większości czytających, utrwalają się z pomocą takich Onetów błędne wzorce. Jakoś nie wydaje mi się żeby np. "Rzeczpospolita" ośmieszyła się przepuszczeniem takiej wiadomości (proszę mieć na uwadze, że mam dziś w miarę dobry humor i nie czepiam się treści...)
Konkurs? Ile błędów znajdziecie w poniższej wiadomości? Informację o wszystkich które ja znalazłam wysłałam do serwisu Onet, nie pierwszy raz, więc ogromnie jestem ciekawa, czy coś się zmieni. Żeby nie było, że tylko krytykuję - kiedyś napisałam do nich sugerując, że nie sposób znaleźć adresu e-mail redaktorów poszczególnych wydań, więc gdyby ktoś się chciał poczepiać tak jak ja, to nie ma kogo. Na duży plus zaliczyć Onetowi muszę, że teraz pod prawie każdą wiadomością znajduje się "Jeżeli na tej stronie widzisz błąd, napisz do nas". Szansa na poczepianie się sięc jest, nie wiem tylko czy ktoś czyta nadsyłane uwagi, czy tylko nie ma w zwyczaju podziękować ;)

Cytuję za serwisem Onet.eu, oryginał znajdziecie tutaj.

Gwiazdka zatrzymana z kokainę wartą fortunę
Jak donosi Daily Mail, aktorka Holly McGuire, została aresztowana, po tym jak policja odkryła kokainę o wartości 150 tyś. funtów w jej domu.
31-letnia modelka, znana z magazynu Page 3, oraz jako była partnerka Rio Ferdinanda – obrońcy reprezentacji Anglii – została zatrzymana w wyniku policyjnej operacji przeprowadzonej w Hornchurch w Essex. Oprócz kokainy w domu znaleziono również 120 tyś. funtów w gotówce ukrytej w bagażniku Bentleya Continentala zaparkowanego w garażu.

McGuire została oskarżona, pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem, jako Victoria Yallop.

Policja opisuje okoliczności zatrzymania. 31-latka rozmawiała przed swoim domem, ze znajomym – 37-letnim Stevem Brace. Kobieta miała mu właśnie dostarczyć 3 kilogramy kokainy, które miała ukryte w swojej garderobie.

Policjanci w czasie przeszukania znaleźli również plantacje 56 sadzonek konopi indyjskich.

McGurie została niedawno właścicielką firmy pomagającej modelka stawiającym pierwsze kroki w show businessie.

Zarówno McGuire jak i Brace zostali oskarżeni o handel i produkcję narkotyków, działanie w zorganizowanej organizacji przestępczej oraz o pranie brudnych pieniędzy.

Kobieta została zwolniona z aresztu za poręczeniem majątkowym wynoszącym 5 tyś. funtów oraz po warunkiem nie opuszczania swojej posesji w Essex. McGuire znajduje się również pod obserwacją policji.

Brace pozostanie w areszcie. Dalsze postępowanie w ich sprawie zostanie ogłoszone po 28 sierpnia.

Ten świat nie ma szans przetrwać...  

Posted by Olasz77 in

z ludźmi produkującymi i KUPUJĄCYMI takie "przydasie". No na litość boską, szczerze, sosu samemu nie da się rady pomieszać (rzadkiego, bo gestego najwyraźniej nie da rady), tym bardziej, że i tak trzeba nad tym garem stać i włączyć toto co chwilę.

The STIRR Automatic Mixer from uutensil from Apartment Therapy: The Kitchn on Vimeo.

Blog Widget by LinkWithin

FEEDJIT Live Traffic Feed