Przeprowadzkowe opowieści  

Posted by Olasz77 in , , ,

Chyba się należy taki post, bo moja przeprowadzka do Polski, to prawie epopeja. Jakoś nie mogę się przestać uśmiechać, jak pomyślę :)

Końcówką czarnej serii psucia się wszystkiego wkoło mnie była pierwsza próba przeprowadzki do Polski. Zapakowałam wszystkie manele zgromadzone niezauważalnie od 2005 r. do Feli, dopompowałam koła, bo trzeba było, dokupiłam jeszcze rzeczy, których mi w Polsce będzie brakować (wędzona papryka w proszku, suszone drożdże, proszek do pieczenia i soda w dużych opakowaniach etc.). Ściągnełam dodatkowego kierowcę i co? I po ujechaniu 30 mil poszedł silnik. Holowanie do punktu A, stracone rezerwacje... Daruję Wam opis perypetii związanych z próbami naprawienia Feli za morzem - szkoda nerwów, moich głównie ;)

Chwilę to zajęło, ale z pomocą Kury, mojej ulubionej kuzynki, i kilku dobrych dusz, znalazła się firma transportowa, która za uczciwe pieniądze zgodziła się zabrać mnie, manele i Felę do domu. Któregoś pięknego wieczoru przyjechał tirem Mariusz, wtedy jeszcze Pan Mariusz, zapakowaliśmy Felę i manele na przyczepę, obejrzeliśmy walkę Gołoty na Youtube, zjedliśmy kolację, napili się piwa, wyplumkali i do spania. Wczesnym rankiem pożegnałam się z moimi chłopakami, zapakowałam się do tira i w drogę. Okazało się, że będę jechać do Calais z Mariuszem, a potem z Jarkiem, bo Mariusz jeszcze w Belgii skręca zabrać dodatkowy ładunek.

Jeszcze przed obwodnicą Londynu przeszliśmy na "Ty". Usłyszałam całą historię tego jak Panowie kierowcy się kłócili, który będzie "tę jakąś babę" zabierał do swojej kabiny, bo jak się okazuje to nie takie chop-siup, z przepisowymi postojami i przerwami wyszły 3 niecałe dni i dwie noce. Z obcym facetem w jednej kabinie!

Jeszcze przed Dover zajrzeliśmy do Sandwich, zabrać czyjś samochód, wspominam tylko dlatego, że mieli tam świetny wózek widłowy - pierwszy schodek do kabiny był na wysokości mojego pasa, a z ziemi nie byłam w stanie zajrzeć do kabiny, ale to mały Pan Pikuś, bo ten wózek był łamany między osiami! No co? Mam słabość do wózków widłowych :)

Potwór ze mnie wyszedł w czasie czekania na załadunek na prom, bo za zgodą Mariusza, przez CB radio, bezczelnie darłam łacha z Jarka - "postrasz młodego, niech nie myśli, że mu tak dobrze będzie". Jarek był ciężko przerażony wizją spędzenia ze mną kolejnych dwóch dni, sam mi potwm opowiadał :)

Przeprawialiśmy się tzw. "Pociągiem", promem na który ładuje praktycznie same ciężarówki, odmiana o tyle miła, że jeśli w recepcji odda się kluczyki od samochodu, to w zamian dostaje się klucze do kabiny prysznicowej, a że to były klucze od Feli, to już się nie liczy :) Automat z kawą itp. z urzędu, bezpłatnie, chyba tylko do jedzenia trzeba było dopłacić jakieś symboliczne grosze, ale pewności nie mam, nie jadłam.

Przesiadka do Jarka i pędzimy dalej. Jedno wiem, jeśli bym kiedyś miała do wyboru jechać tirem 3 dni, albo osobówką "zrobić" tą samą trasę w 24 godziny samochodem osobowym, to wybieram tira!

Pierwszy nocleg, koło Gent, był rozrywkowy - spotkaliśmy jeszcze jednego kierowcę z tej samej firmy, akurat jechał w drugą stronę i integracja trwała do wczesnych godzin porannych ;) Było o wszystkim, od polityki, przez religie (liczba mnoga), wierność małżeńską, unikanie odpowiedzialności, aż po tacha i webasto. Kabina stosunkowo nowego Man'a jest wygodna, pojemna, ma milion schowków na wszystko, gotować można, ale nie musiałam, miałam ludzi od tego ;) Tu ktoś mi przez ramię zagląda, wieć dopiszę, żeby nie było - wszyscy trzej panowie to prawdziwi dżentelmeni!

Dostałam kawę do łóżka! Co ja piszę?! Dostawałam kawę do łóżka, dbano o mnie, co jest bardzo miłą odmianą, karmiono i zagadywano. No dobrze, mnie też paszcza się nie zamykała ;) Może ujmę to tak - dużo rozmawialiśmy, a i milczało się przyjemnie, Anglicy mają takie ładne na to określenie "companionable silence".

Do domu dojechałam cała i zdrowa, wbrew obawom mojej mamy. Po drodze kupiłam dwie butelki wina, bo zawsze je przywoże koledze Tott'owi, zgubiłam gdzieś matę silikonową i wszystkie teflonowe, no ale zakwas chlebowy bezpiecznie dojechał w lodówce Mariusza :) Wino nie dojechało, jedno wypluło korek, bo zostawiłam je, głupia, koło ogrzewania, drugie zgubiłam - też nie mam pojęcia jak, ale dla osoby, która kiedyś pół roku żyła w przekonaniu, że zgubiła pralkę "Franię", to pestka :)

Jestem w domu (to bardzo pojemne określenie), zyskałam dwóch dobrych kolegów, z którymi ciągle utrzymuję kontakt, a Felę niedługo mi naprawią, za ułamek tego co "tam" chcieli ze mnie zedrzeć.

Pojemne określenie "jestem w domu" obejmuje m.in, w niezobowiązującej kolejności:
- w zasięgu ręki mam prawdziwych przyjaciół, na których mogę liczyć bez względu na wszystko;
- prawdziwych przyjaciół, którzy wiedzą, że mogą na mnie też liczyć, choćby nie wiadomo co;
- siostrę, szwagra i siostrzenicę najwspanialszą na świecie, która codziennie zadziwia mnie czymś nowym;
- źródło mąki chlebowej - oswojone;
- piekarnik do pieczenia chlebów i obietnicę, że będę miała piec chlebowy postawiony jak się tylko ciepło zrobi (to Tott, beton na wylanie podstawy już załatwiony);
- wreszcie znów czuję się potrzebna - nie wiem dlaczego, ale jest mi to potrzebne do szczęścia;
- mam wizję miejsca na te tony książek, do których wróciłam i które przywiozłam (odpowiednie materiały czekają u Tott'a w garażu);
- pana Wiesia w warzywniaku, który mi przywiezie "wszystko co tylko będę chciała";
- cdn.

Czy macie pojęcie jak dobrze robi na samopoczucie głupia taka sprawa jak wieszak na klucze? Postanowiłam, że jest mi takowy niezbędny i że "jutro" to zbyt późno. Przeszłam na drugą stronę ulicy, wyłudziłam od panów budowlańców pół metra deski, kolega Jcek przywiózł mi tacker, obiliśmy deskę ładnym materiałem, 3 minuty to nie trwało, przywiózł też odpowiadnio zakrzywione gwoździe. Okazało się, że szwagier wytaszczył z domu "na budowę" wszystkie narzędzia, w tym i młotek, wykonałam więc telefon dokładnie takowej treści:

- Tott, masz młotek?
- No mam, na Rzeźniczej jestem.
- To idę.
- To chodź.

No i poszłam. Zamiast młotka dostałam haczyki odpowiednie, wiertarkę, żeby sobie nawiercić otworki w desce i tym prostym sposobem życie stało się piękniejsze. Jestem w domu.

Przeprowadzka  

Posted by Olasz77 in ,

IMG_8511Kochani, jeśli świat się nie skończy w ciągu najbliższej godziny, to za chwilę powinien podjechać mój transport, że tak to enigmatycznie nazwę, co oznacza, że się przeprowadzam.

Najpóźniej w piątek powinnam być w Polsce, potem będę się musiała rozpakować, podłączyć do Internetu itd.

Mam nadzieję, że niedługo będę mogła napisać Wam jak poszło z przeprowadzką i dlaczego to tak długo zajęło ;)

Tymczasem proszę trzymać kciuki za mnie, bezpieczne drogi, szybki Internet, sprawne rozpakowywanie i szybką aklimatyzację :)

Do brze, to ja pakuję ostatnią rzecz, komputer, i idę posiedzieć na walizkach.

p.s.
tęsnienie za mną będzie mile widziane hehe

Przeprowadzka  

Posted by Olasz77 in ,

IMG_8511Kochani, jeśli świat się nie skończy w ciągu najbliższej godziny, to za chwilę powinien podjechać mój transport, że tak to enigmatycznie nazwę, co oznacza, że się przeprowadzam.

Najpóźniej w piątek powinnam być w Polsce, potem będę się musiała rozpakować, podłączyć do Internetu itd.

Mam nadzieję, że niedługo będę mogła napisać Wam jak poszło z przeprowadzką i dlaczego to tak długo zajęło ;)

Tymczasem proszę trzymać kciuki za mnie, bezpieczne drogi, szybki Internet, sprawne rozpakowywanie i szybką aklimatyzację :)

Do brze, to ja pakuję ostatnią rzecz, komputer, i idę posiedzieć na walizkach.

p.s.
tęsnienie za mną będzie mile widziane hehe

UOKiK ukarał Zbyszko  

Posted by Olasz77 in , ,

Tego jeszcze nie grali. Kogo, na litość boską, chroni, a kogo POWINIEN chronić Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów?!

Słyszeliście o decyzji Urzędy Ochrony Konkurencji i Konsumenta w sprawie "Zbyszko" (link do strony producenta: Zbyszko Company)? Wiecie, że podaję tylko linki do producentów, których szanuję za to co produkują? To dobrze.

Może na początek proszę obejrzeć tę reklamę, a potem reszta opowieści.

 

I jak? Co sądzicie o reklamie? Coś się w oczy rzuca? Przepiękna kobieta, to oczywiste, a na drugi rzut oka? Wreszcie coś POTRZEBNEGO na rynku, napoje bez konserwantów! Wreszcie producenci zaczynają nie tylko dostrzegać potrzeby rynku, ale i kreować świadomość konsumentów! Mamo, jak ja na to czekałam!

I co się dzieje potem? Potem Polskie Stowarzyszenie Wytwórców Produktów Markowych ProMarka zaskarżyło reklamę, a co za tym idzie, również producenta, firmę Zbyszko Company, bo ponoć reklama "dyskredytuje to innych producentów napojów".

Żadnej dyskredytacji tam nie widzę, widzę tylko fakty - Zbyszko nie dodaje konserwantów, a inni dodają. Proste i jasne. I słuszne! Produkują coś dobrego i mają prawo się tym chwalić. Podkreślają, że inni producenci konserwanty dodają, a mogli by tego nie robić.

"Stwierdzenie będziemy wszyscy świecić miało kojarzyć się z promieniowaniem radioaktywnym i wywoływać strach wśród konsumentów."

I słusznie! Bo będziemy świecić jeśli nie będziemy stawać murem za produktami dla nas zdrowszymi. Staję murem za Zbyszko, mam nadzieję, że Wy też.

Komisja Etyki Reklamy zażądała usunięcia ze spotu fragmentu, w którym aktorka czyta listę składników na butelce "konkurencyjnej" wody mineralnej. Jakiej "konkurencyjnej", przecież żadnej konkurencyjnej nazwy nie podano! Dlaczego mogą reklamy mówić o "innym proszku" a o innej wodzie nie można?!

Zacytuję kawałek artykułu na temat całej tej żenującej sprawy...

Jednak (...) do dyskusji w tej sprawie dołączył UOKiK, który zajmował się reklamówką na wniosek Polskiej Federacji Producentów Żywności oraz Krajowej Izby Gospodarczej Przemysł Rozlewniczy. Urząd uznał, że wprowadzała ona konsumentów w błąd, bo zgodnie z prawem producenci mogą dodawać do swoich napojów wymienione w reklamie konserwanty. Oparł się na opiniach w Instytucie Żywności i Żywienia oraz Głównym Inspektoracie Sanitarnym na temat szkodliwości konserwantów. Według tych instytucji stosowanie benzoesanu sodu sorbinianu potasu nie powinno być szkodliwe dla zdrowia konsumentów. Zdaniem Małgorzaty Krasnodębskiej-Tomkiel, prezes UOKiK reklama zawierała sugestię, że wszystkie wody smakowe - z wyjątkiem Veroni Mineral Fit - są szkodliwe. Mogło to też wywołać lęk wśród konsumentów, co jest sprzeczne z Ustawą o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. "Postać aktorki otaczała łuna świetlna, a butelka z napojem zawierającym konserwanty została wyrzucona do kosza na śmieci" - czytamy w komunikacie UOKiK.

Konserwanty można, ale NIE TRZEBA, dodawać do produktów spożywczych.

"Benzoesan sodu działa drażniąco na śluzówkę żołądka, dlatego spożycie zawierających go produktów może u osób nadwrażliwych (np. chorych na chorobę wrzodową) powodować dolegliwości bólowe. W połączeniu z witaminą C (E300) może przekształcić się w rakotwórczy benzen, co ma znaczenie szczególnie w przypadku napojów gazowanych, w których stosuje się jednocześnie obie te substancje. Temperatura i naświetlenie to czynniki przyspieszające formowanie się benzenu."

Za co ukarano więc firmę Zbyszko? Jak na mój gust to za to, że chcą mnie przed rakiem obronić, że pokoazują konsumentom, że produkowanie zdrowszego produkto JEST MOŻLIWE. A skoro jest możliwe, to istnieje ryzyko, że konsumenci zaczną wymagać! Komuś zmaleją zyski...

Wstydzę się za takie decyzje urzędu sponsorowanego, jak by nie patrzeć, przez każdego Polaka, wstydzę się tak samo, jak głupio mi za każdy przypadek innej dyskryminacji zdarzający się w Polsce.

"Poprawiona" wersja spotu reklamowego wyglada tak

ALE

zapraszam jeszcze na strone Zbyszko (http://www.zbyszko.com.pl/) przywita Was któtki film reklamowy o tym, że gdybyśmy mieli wybór, to nie dodawalibyśmy konserwantów.

MAM WYBÓR, uprzejmie donoszę, że już w przyszłym tygodniu zacznę kupować produkty Zbyszko i TO NIE JEST POST SPONSOROWANY.

Magiczna różdżka  

Posted by Olasz77 in ,

 

IMG_4477 Kto przynajmniej raz nie marzył o różdżce rodem z bajek? Jako dziecko chyba każdy, a i paru dorosłych czasem pewnie też. Zgrabny, wprawny ruch nadgarstka i rzeczywistość nagina się do woli, naszej woli. Za każdym razem, tak długo jak długo baterie sprawne...

Jakie baterie?!
To te w środku...

Okazuje się, że kolejny raz technologiczny pęd podejmuje próbę spełnienia moich marzeń. Pewnie przyjdzie mi jeszcze poczekać, i nie doczekać, na "pokój na świecie", "bez przemocy", "każdy ma wodę i jedzenie", ale to jedno mogę zweryfikować teraz.

Różdżka naginająca rzeczywistość do woli jest, istnieje, można pomacać, jak się kupi oczywiście. Wygląda całkiem  ładnie, strona sprzedawcy wygląda odpowiednio. Cena mi się podoba średnio, ale w końcu co tam, kupować nie zamierzam :)

Brawa dla pomysłodawcy, bo oryginalny to pomysł - różdżka sterująca naszym odbiornikiem telewizyjnym. Można różnie o tym mówić, ale jedno jest (prawie) pewne - tego jeszcze nie było!

Pewnie dla dzieci to super frajda, jak komuś zależy na takim rodzaju spędzania czasu przez dzieci. Może nawet niejeden dorosły się chwilę pobawi?

"(...) pozwoli Ci zaimponować przyjaciołom i rodzinie (...)"

Może ja ich powinnam pozwać? Jakoś obraża mnie, moich przyjaciół i rodzinę (choć nie całą...) insynuacja, że jakoby miał im imponować PILOT DO TV, jak by nie wyglądał, to jednak tylko pilot jest ;)

Ha! Mam, nie pomyliłam się, w USA by takiego błędu nie popełnili - znaczy się mam rację, firma z UK. I znów nie wiem, czy się cieszyć, czy martwić, że jeszcze do nas nie dotarła paranoja pozywania każdego za wszystko. Może niektórzy by myśleli jak leczą, gdyby mieli jakiś przysłowiowy bat nad głową?

Już dyskryminacja, czy jeszcze nie?  

Posted by Olasz77 in , ,

Przypadkiem, po linkach, trafiłam na stronę producenta przecierów owocowych Pulp. Przeciery, jak przeciery, coś co można dodać do jakiegoś dania, albo nakarmić nimi dziecko, które jeszcze samo nie pogryzie, ale zastanowiło mnie wyskakujące okienko, które zatrzymało mnie nim mogłam cokolwiek przeczytać. Treść właściwie...

Dwa znaczki, używane do oznaczenia różnych płci. "How do you like your info?". Jak preferuję infomację mieć podaną? Niby jak mogę preferować? Zwyczajnie, podajcie mi infomację czytelnie i rzetelnie.

Po najechaniu na nie myszką odpowiednio pokazuje się infomacja:

Dla pań - "I like it all..." - chcę pełną, kto by chciał pół, albo ćwierć?
Dla panów - "I take it like a man..." - czyli że niby co? Nie będę płakać jak przeczytam?

Oczywiście, że sprawdziłam obie opcje! Dla przykładu wybrałam przecier jabłkowy.

"72% jabłek. Jabłko raz dziennie trzyma z dala od lekarzy". [To już warte zachodu, nie lubię chodzić do lekarza, co by mi nie było, to zawsze znajdzie coś innego i w efekcie czuję się jeszcze bardziej chora niż byłam.] "...ważniejsze, że jest ono dobrym źródłem witaminy A, która jest dobra dla Twoich włosów, skóry i paznokci" Tylko by spróbowała nie być!
"22% truskawek. Truskawki, symbol namiętności, okazały się na czele listy ulubionych owoców naszych przyjaciół. Bogate w witaminę C, wspomagają Twoj układ odpornościowy i sprawiają, że Twoja skóra wygląda wspaniale".
"6% jagód. Najlepsze super-jedzenie. Pełne antyoksydantów zwalczających wolne rodniki, główne źródło zmarszczek, skóra zachowuje więc dłużej młodość. Pomagają też w produkowaniu kolagenu, utrymującego jędrność skóry."
Tylko ileś tam kalorii, ileś tłuszczy, błonnika i pokrywa ileś % dziennego zapotrzebowania na witaminę C.

Druga informacja, dla przedstawicieli drugiej płci, to wykres tortowy na górze, z informacją: jabłka 72%, truskawki 22%, jagody 6%, tłuszcze 0,2 g [czy to na 100g czy na porcję nie napisano].
Jest jeszcze graf mający pokazywać ile dziennego zapotrzebowania na witaminę C przecier pokrywa.

Pokusi sie ktoś o zgadnięcie, który opis firma Pulp (TM) przygotowała dla kogo? Który z opisów produktu jest dla Was bardziej przydatny, albo może bardziej udany, bo dla mnie np. pierwszy jest mało konkretny, a drugi niby-konkretny.

Prawie zapomniałam o informacji u góry ekranu:

"We have done all the peeling, chopping and blending, so you can eat your favourite fruits the easy way without any mess and hassle." - i życie staje się prostsze, kiedy tak wspaniałomyślnie wszyscy wszystko za nas robią! Jak straszny żywot prowadzili nasi przodkowie, którzy musieli SAMI obierać owoce! Chociaż z drugiej strony nie musieli chodzić na siłownię, gdzie ich prywatny instruktor fitnes za grubą kasę opracowywałby dla nich co rusz nowy zestaw ćwiczeń zapobiegający zanikowi mięśni szczęki ;) Właśnie podjęłam trochę spóźnione postanowienie noworoczne - tak długo, jak długo będę miała zęby, to będę sama gryzła swoje pożywienie, jak już nie będę miała zębów, to będę się starać choć gołymi dziąsłami pociumkać choćby skórkę od chleba ;)

Pozostaje jeszcze kwestia strawienia takiego przecieru z Pulpy... Przecież proces trawienia rozpoczyna się już w jamie ustnej, podczas gdy gryziemy pożywienie. Nie gryziemy, nie trawimy jak natura chciała?

Wiem, czepiam się jak rzep, ale saaami się proszą. W jednej linijce twierdzą, że "our Pulps are packed full with 100% fruit" (nasz przeciery Pulp są napakowane 100% owoców). Czyli że co? Że niby skórki które za nas obrali to się nie liczą? I dlaczego nie?! Mój dziadek mawiał, że jeśli zjem obrane jabłko, to tak jakbym go wcale nie zjadła, a dziadek wiedział co robi.

Jeszcze mnie dziwi...  

Posted by Olasz77 in ,

...a zaczynałam podejrzewać, że o to coraz trudniej.

Czytaliście artykuł "Gazety Wyborczej" pt. "szczepionka na HIV wreszcie działa"?Polecam gorąco, można się z niego dowiedzieć na przykład, że "Program był wspólnym przedsięwzięciem ministerstwa zdrowia Tajlandii i armii amerykańskiej. Jego realizację rozpoczęto w 2003 roku, a udział w nim wzięło 16 tys. zdrowych mężczyzn i kobiet w wieku 18-30 lat". Owa szczepionka, nosi nazwę RV144, dodam dla formalności.

Może ja się za dużo książek naczytałam za młodu, ale wychodzi mi na to, że USA w biały dzień, za pozowlneniem zainteresowanego rządu testowało sobie EKSPERYMENTALNy preparat na 16 tys. zdrowych(!) mężczyzn w wieku rozrodczym. I NIKOGO TO NIE BULWERSUJE, tylko mnie? Dlaczego nie testowali na swoich obywatelach?! Dlaczego armia się tym zajmuje a nie np. naukowcy cywilni?!

"W skład RV144 wchodzą dwie szczepionki - ALVAC i AIDSVAX. Co ciekawe, obydwie były już testowane w minionych latach i obie zawiodły. Teraz naukowcy postanowili zagrać va banque i połączyć oba preparaty" - przeczytałam jeszcze we wspomnianym artykule. Włos nie jeży na głowie! Czy tylko mnie sie to wydaje być ryzykowaniem cudzym kosztem?!

Dodam jeszcze jeden fragmen i nawet komentarz sobie daruję - ręce opadają na kolana i przestająsięgać do klawiatury.

"Po trzecie, badacze nie są do końca pewni, jaki jest dokładny mechanizm ochronnego działania nowego preparatu. Okazało się bowiem, że liczba wirusów we krwi zakażonych osób - zarówno tych, które dostały prawdziwą szczepionkę, jak i tych, które otrzymały placebo - jest taka sama. - Rzeczywiście, wzbudziło to naszą konsternację, chyba największą w trakcie całych badań - przyznaje pułkownik Kim. - Chodzi o to, że każda szczepionka, nawet zapewniająca tylko częściową ochronę przed zakażeniem, powinna sprawić, że we krwi osoby, która dostała preparat, liczba wirusów będzie znacząco mniejsza - mówi."

O czym marzą dzieci?  

Posted by Olasz77 in , ,

Czasem rzeczy, które pozornie nie mają nic z nami wspólnego, zmieniają cały dzień na lepsze.

Fragment rozmowy zasłyszanej dziś w autobusie zmienił mój dzień.

- mamooo, a pamiętasz, że mam w tym tygodniu urodziny?
- pamiętam :)
- mamooo, a będę miał tort ze świeczkami?
- oczywiście, że dostaniesz tort.
- ale ze świeczkami?
- taaak, ze świeczkami. Wiesz ile będziesz miał świeczek w tym roku?
- cztery! - po chwili zastanowienia odpowiednia ilość palców powędrowała w górę...
- wiesz, że jak będziesz zdmuchiwał świeczki, to musisz pomyśleć sobie życzenie?
- pomyśleć? nie powiedziec?
- tak, pomyśleć, bo to tajemnica, nikt nie może wiedzić czego sobie zażyczyłeś :)
- mamo! ale jak nikt nie będzie wiedział, to jak ono się spełni? to życzenie?
- yyyy, to w takim razie powiedz mi i wtedy to będzie nasza wspólna tajemnica :)
- mamo, ja bym chciał, żebyś była tym lwem, co to go przywiozą do nas do zoo!

p.s.
zdjęcia lwa nie mam, ale zaraz.... może coś na dysku, choć trochę na temat, znajdę...

Reality Designer maternity photo

Chatsworth House, UK  

Posted by Olasz77 in , ,

Powstał dzięki niemal legendarnej Bess z Hardwick, o której trochę napisałam wcześniej, przy okazji wizyty w Hardwick Hall.

Chatsworth House 

Dom książąt Devonshire, Cavendish'ów, od 1549 roku. Malowniczo położony (jak ja lubię to określenie) na wschodnim brzegu rzeki Derwent, niskimi wzgórzami oddzielony od doliny rzeki Wye.


Wyświetl większą mapę

Stoi sobie spokojnie na terenie ogromnych ogrodów i wygląda jakby nie robiło to na nim wrażenia. Na mnie robiło, chyba nawet bardziej podobały mi się ogrody niż dom, tyle w nich rozmachu, każdy znajdzie zakątek dopasowany do swojego gustu. Nie bez przyczyny bywają ogrody Chatsworth nazywane najpiękniejszymi w Anglii. Dlatego będzie tu więcej o ogrodach niż o budynkach.

Sam dom skrywa w sobie nie lada skarb - kolekcje obrazów i szkiców, mebli, książek. Prawie 100 pokoji, ze 120, nadal użytkowane jest przez właścicieli i wyłączone ze zwiedzania. Mnie bardziej podobają się zabudowania, które kiedyś były stajniami. Majestatyczna brama - żaden fragment głównego budynku nie jest nawet w połowie tak efektowny.

Chatsworth House

Chatsworth House

Chatsworth House

Jeszcze tylko fontanna stojąca na środku dziedzińca, z gatunku tych, co to kusi, żeby się w niej potaplać, obsadzona drzewkami cytrynowymi, echhhh...

Chatsworth House

Chatsworth House

Dla porównania - poniżej główny budynek z różnych stron.

Chatsworth House

Chatsworth House

Rzeźby jakoś nie polepszają ogólnego wrażenia...

Chatsworth House

Ale potem jest tylko lepiej ;) Tutaj widok na zachodnią stronę doliny, w oddali, po prawej, Chatsworth House wygląda zza drzew.

Chatsworth House

Ta kaskada to jedna z najbardziej docenianych przez gości atrakcji. Zaczynaja się u podnóża Tha Cascade House... Kaskada składa się z 24 stopni, każdy odrobinę inny od pozostałych, o innej powierzchni, żeby woda z nich spływająca wydawała różnorodne dźwięki, co krok inne.

Chatsworth House

Oczywiście największą frajdę mają dzieci, jeśli tylko tato poświęci się i nadwyręży plecy ;)

Chatsworth House, family photos Doncaster

Chatsworth House, family photos Doncaster

Chatsworth House, family photos Doncaster

I tak 20 razy, trzeba mieć zdrowie :) i miłość do dziecka, przyda się też kilka wspomnieć z dzieciństwa, żeby przypomnieć sobie co dziecku sprawia radość.

Ale do rzeczy - ogrody... Nie wiem czy udało mi się oddać ich urodę i magię na zdjęciach, ale co tam, tym razę na wyrozumiałość.

Kupując bilety dostaniecie też i mapę, proszę lekceważąco nie machać ręką, tylko brać, bo się przyda - ścieżki niby proste, ale jak dodać do nich nasadzone rośliny, to już nie tak łatwo, w obcym lesie łatwiej się odnaleźć niż tu. Początkowo wszystko jest oczywiste i przewidywalne.

Chatsworth House Potem jednak coraz więcej widoków przykłuwających uwagę, rozwidleń, tematycznych, wydzielonych mniejszych ogrodów...

Chatsworth House

Roślin znajomych, ale jakby większych, barwniejszych - słowo daję, że tak ładnego ogórecznika wcześniej nie widziałam!

Chatsworth House, ogórecznik, borage 

Chatsworth House

Chatsworth House Wejścia do ogrodu kuchennego strzeże jedna pani, podejrzewam, że instrument to tylko zmyłka, tak naprawdę, to bije nim w głowę tych co mają złe zamiary.

Chatsworth House Złych zamiarów trudno nie mieć oglądając wszystkie piękności, śliwki uginające się pod ciężarem owoców (zapasy by z tego zrobić na dwa lata, a nie pół ciasta jak u mnie w tym roku),

Chatsworth House

7 (słownie: siedem!) różnych rodzajów sałaty. Nie będę się rozpisywać, wystarczy, że powiem, że taki przykuchenny ogród każdy lubiący gotowanie baaardzo chciałby mieć.

Chatsworth House

Chatsworth House

Tak piękną czerwoną porzeczkę ostatni raz widziałam jakieś 25 lat temu, u babci na działce. Każda gałązka oklejona owocami aż do nieprzytomności, nie mam pojęcia czym oni to nawożą, ale bardzo bym chciała wiedzieć ;)

Chatsworth House, redcurrant

Za takie krzaczory rozmarynu i szałwi dużo bym dała, żeby sobie rosły pod kuchennym oknem. Nie mówię, że byłabym w stanie tyle zużyć, ale co mi tam, pomarzyć sobie można ;)

Chatsworth House

Niespodzianki, ale mało rozmowne i grzebią sobie w palcach przy gościach ;)

Chatsworth House

Chatsworth House

 Chatsworth House

 Chatsworth House

 Chatsworth House

Chatsworth House

Chatsworth House

Tradycyjnie w ogrodach angielskich musi jeszcze być laaaabirynt. Po drugim ślepym zaułku wszyscy już słaniają się ze śmiechu, bez względu na wiek :)

Chatsworth House

Chatsworth House

Chatsworth House

IMG_2713

Chatsworth House

Ogrody skrywają wiele tajemnic, mało kto ze zwiedzających zdaje sobie z tego sprawę - ukryte za wzgórzami zbiorniki zasilające wodne schody, zakopane w ogrodzie rury doprowadzające ciepłą wodę ogrzewającą cieplarnie, podziemne korytarze, którymi dowożono węgiel... Już zbliżając się do zamku, jeszcze na zachodnim brzegu rzeki, podziwia się łagodne wzgórki zwieńczone starymi drzewami, sielanka - tylko sęk w tym, że większość wzgórz nie trafiła tam sama, została usypana, pod trawą schowano kanały drenażowe, odprowadzające nadmiar wody deszczowej do rzeki. Sama rzeka też została "wyprostowana", bo jej naturalny bieg nie pokrywał się z wizją projektanta :) Stary most przez rzekę został w którymś momencie  zburzony i postawiono na jego miejsce nowy, tylko dlatego po to, żeby goście mogli podziwiać zamek z "lepszego profilu". Część lasów, które widać na horyzoncie została nasadzona sztucznie, żeby miały ładniejszą linię. Wystarczy obejrzeć się za siebie by móc podziwiać pobliską wioskę, Edensor, ale warto wiedzieć, że część domów została zburzona, część przeniesiona, żeby całość ładniej wyglądała od strony zamku. Echhhh, kiedyś to ludzie mieli fantazję, i pieniądze ;)

 

Chatsworth House

W samych ogrodach można podziwiać malownicze skupisko skał - wszystkie "przyjezdne", spiętrzone, poukładane na sobie. Kiedyś jedno z przejść zagrodzone było skałą, wystarczył lekki nacik dłoni i odsuwała się, odsłaniała się dalsza część ścieżki. Teraz niestety skała spoczywa tak już na stałe - ze względów bezpieczeństwa przejście jest zablokowane. Nieszczęsne Health and Safety Regulations. Założę się, że w Polsce przed przejściem , a także i za , wzorem autostrad płatnych ;) postawiono by kiosk z biletami i przejście by było jedną z głównych atrakcji turystycznych :) Poniżej zdjęcie 14 metrowej The Wellington Rock, z małym wodospadem.

Chatsworth House Jeszcze romantyczne lilie wodne...

Chatsworth House, pond

 

Chatsworth House, water lilly

Chatsworth House

Chatsworth House

Chatsworth House

Chatsworth House

Chatsworth House

Chatsworth House

Chatsworth House

:)

Blog Widget by LinkWithin